1

Pierwszy dzień. I niby tyle się wydarzyło. Zrobiłam spaghetti boloballs (za mało soli w sosie), jogurty (jogurt plus litr mleka i do jogurterki? jak to można nazwać po polsku?), potem tiramisu. A no, i prezentowe peelingi, zapakowane w śliczne małe słoiczki, z intensywną wonią w środku. Do wyboru do koloru: wanilia z pomarańczą, cytrusy oraz cytryna i imbir.

Zimno jest. Z ogrzewaniem nie przesadzamy, bo nie chcę, żeby suche powietrze wysuszyło moją ‘plantację’ awokado. A jeśli mowa o awokado to dziś wieczorem ukazało się (w końcu) pęknięcie w trzeciej pestce. Zwycięstwo, wiktoria, szampan i fanfary. Teraz czekam na pierwsze znaki życia moich cytryn, których pestki gnieżdżą się po sześć sztuk w małych pojemniczkach. Cierpliwośći trzeba. I dużo światła.

Czas na herbatę i Bliźniacze Szczyty.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s